Strona:PL A Scholl Najnowsze tajemnice Paryża.djvu/18

Ta strona została przepisana.

— To nie moje — odparł Jan.
— Ale co wygrasz będzie twojem.
— Bynajmniej, panie!
— To za wiele! krzyknęła Maryanna, — jesteś dziwnie dobrodusznym człowiekiem.
— Ach, ach! odparł Jan, oglądając się na około z groźną miną.
Czy przypadkiem sądzicie, że byłbym zabrał wasze 20,000 franków, które niedawno wygrałem, ja co tylko 100 su miałem wam do dania?
— I cóżbyś z niemi zrobił? zapytał baron.
— Ja — odparł Jan podnosząc dumnie głowę, byłbym je rozdał między te panie!
— Brawo — krzyknęła Maryanna, wybuchając śmiechem.
— To jeszcze nie wszystko — dodał Jan, jadłem u was obiad, w zamian przyślę wam sarnę.
I powiedziawszy to, wyszedł spokojnie, trzymając zawsze ręce na worku z pienędzmi — kiedy już zniknął, Maryanna zapytała barona Maucourt:
— List od hrabiego Nawarran?
— Oto jest.
List obejmował tylko te wyrazy: „Daruję wam 500,000 franków, jeżeli potraficie je dostać, bez skradzenia.”
— A więc przegraliśmy, — rzekła Maryanna.
Jan pospieszał na dworzec kolei Montparnasse. Ci coby widzieli młodzieńca lecącego, aby trafił na pociąg, aniby im przez głowę ta myśl nie przeszła, że on ma przy sobie tak wielką sumę pieniężną a przed chwilą wygrał 20,000 w lancknechta.
Jan powróciwszy do domu, ukrył worek z pieniędzmi w szufladzie po obwinięciu go w sukno; potem zamknął szafę i wziął klucz do siebie.
Następnej Soboty poszedł do Mesnil i rzekł do hrabiego Nawarran:
— Panie hrabio, przyniosłem ci, co mi oddano dla pana.
— To dobrze mój chłopcze.
— Kazano mi jeść obiad w domu... gdzie oczekiwano na pana hrabiego.
— Ach! przypominam sobie — ale nie potrzebowałem spotkać się tam z tobą.
Jan ukłonił się i gdy już miał odejść: Zrobiłem ci wiele przykrości, obciążając cię tak wielkim depozytem?
— Bynajmniej, panie hrabio.
— Nie obawiałeś się zgubić tej summy?
— Ani jednej chwili.
Hrabia poglądał z zadumą na Jana zdążającego do lasu.
— Na honor, rzekł hrabia do siebie: mam dużo ludzi na me usługi Bankierów, lekarzy, adwokatów, zbirów gotowych na wszystko.... brakowało mi tylko uczciwego człowieka!...
Hrabia Nawarran usiadł przy biórku i napisał:

Do pana Surypere Negocyanta
21 bis, na ulicy dc la Lunę w Paryżu.

„Bądź gotów na nocną schadzkę.”
„Rzeczy nie idą porządkiem.“
„Zdrada gdzieś się ukrywa.
— Papiery których oczekiwałem ze Smyrny, nie przybyły. Jakim sposobem mógł się rozbić okręt Młoda Karolina? Zaczerpnąwszy bliższych wiadomości, 17 Kwietnia nie było burzy na Śródziemnem morzu. Jeden człowiek tylko się wyratował. — Ali przeklęty duch muzułmanina.”
Potem następowało kilka wierszy nieznanym pismem, przeplatane cyframi.

VIII.
Pagórki Chaumont.

Hrabia Nawarran wsiadł na koń i sam wrzucił list do skrzynki, umieszczonej przy dworcu kolei w Chartres. Nazajutrz udał się do Paryża, gdzie od rogatek zajął miejsce w powozie stawającym na placu, króry go zawiózł do mieszkania na ulicy Tour d’Auvergne. — Był to dom niepozorny i bardzo skromnie umeblowany. — Hrabia kupił go za 95,000 franków. Rzecz rzadka w Paryżu, która najwięcej skłoniła nabywcę do kupna, że architekt zaniedbał postawić izdebki odźwiernego, jak to jest w zwyczaju. Nie ma izdebki, nie było też i odźwiernego. Możnaby sądzić, że nic nie przezkadza właścicielowi, do nietrzymania portiera, jeżeli go nie potrzebuje, lub może się bez niego obejść. Jest to błędem. — Odźwierny wydalony ze służby a zatem niezadowolony, roznosi skargi i plotki w sąsiedztwach, a wtedy gadają ludziska:
— Chce obejść się bez odźwiernego, widać pragnie unikać świadka! — Sąsiedzi wiedzeni ciekawością, szpiegują kto wchodzi i wychodzi z domu. Czatują na faktorów, ażeby dociec, czy zuchwały nowator obchodzący się bez portiera, odbiera dużo listów, czy te listy pochodzą z miasta, czy z prowincyi... Każda ulica w Paryżu jest małem miasteczkiem ze swemi ploteczkami, zazdrościami i swarami rodzinnemi. Paryżanie chorują na manią żartowania z mieszkańców prowincyi; ale ci gdyby chcieli, mogliby na nich dowoli odwetować. — Zgoła, kiedy hrabia Nawarran potrzebował wejść do domu, to tylko przeszedł dwa schodki, otworzył i zamknął na klucz bramę, a raz będąc już u siebie to najdomyślniejszy z ciekawych, nie doszedłby co robił, a tem bardziej co się tam działo.
Tego dnia hrabia Nawarran wszedł do domu około trzeciej godziny po południu. — Był sam, a w jego nieobecności cały dom był niezamieszkały. Jednakże człowiek który wyszedł z niego o 10 godzinie w nocy, nie był podobny do niego, jedynie chyba tylko co do wzrostu. — Trzeba więc, żeby hrabia miał ważny powód niebyć poznanym. — Kolor jego włosów, układ jego brody, cera nawet, były zupełnie zmienione. — Na rogu ulicy wsiadł do jednokonnego fiakra, od wielu dni zabłoconego, który nie mógł zwrócić niczyjej uwagi — Na koźle obok woźnicy siedział pan Suryper, ujrzawszy hrabiego, otworzył mu drzwiczki.
— Do Chaumont — zawołał hrabia, — Suryper wsiadł znowu na kozioł.
Po przybyciu na ulicę Possard’a, woźnica wjechał w otwartą bramę, która wnet się za niemi zamknęła.
— Bądź gotów na 2-gą godzinę — rzekł hrabia do woźnicy.
Wkrótce hrabia wyszedł z Suryperem i udał się do piwiarni na ulicy Villette pod znakiem Wielkiego Zwycięzcy. Wyjął kilka cygar, a zapaliwszy jedno jakie się zdawało najlepsze, rzekł do Surypera:
— Co masz z nowin do udzielenia.
Muzułmanin spiskuje. — Usiłował cię śledzić,