Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/134

Ta strona została uwierzytelniona.
VII.

We środę z południa jeszcze krwawa łuna nad czarnohorskim pasmem płonąca, świadczyła, iż słońce tylko co za szczyty zapadło, gdy Marika, siedząca na ławie przed chatą usłyszała gwałtowny tętent galopującego konia.
Serce jej bić gwałtownie zaczęło, pot zimny wystąpił na czoło, z trudnością powstała z ławki i zbliżyła się do wrot....
Słuch jej nie omylił.... Ujrzała teraz wyraźnie silną i rozrosłą postać Andrzeja, pochyloną nad szyją pędzącego cwałem konia.... Gnał po krętej górskiej ścieżynie, gła-