Strona:PL Abgar-Sołtan - Józef Jerzy Hordyński-Fed'kowicz.djvu/35

Ta strona została uwierzytelniona.
29

ją zmusić w ten sposób do pokochania go wreszcie. Kalina w takich warunkach, z każdym dniem bardziej więdła i usychała. Pewnego dnia u Mykituły zjawił się silny lecz blady parobek szukający służby. Gospodarz go nie znał i przyjął; Kalina zaś odrazu poznała w przybyszu swego ukochanego Marka. Wkrótce stary gospodarz wyszedł jak zwykle do karczmy — kochankowie zostali sami.
— Marku! kochanie moje nigdy niezapomniane — zawołała młoda kobieta — idź! idź! zostaw nas! nie szarp mego serca.
On chwycił za kapelusz:
— Idę! — rzekł — do Czeremoszu głębokiego niedaleko!
Ona wówczas chwyciła go za rękę:
— Nie idź — zawołała — albo i mnie weź z sobą.
Pozostali oboje i nic zrazu z sobą nie mówili, tylko gorzko płakali. Marko wreszcie pierwszy przemówił:
— Dlaczego ty gołąbko masz takie sińce pod oczami? Jaka tego przyczyna, gołąbko?
— Niemiły zabija! — odpowiedziała kobieta. — Oh! Marku moje serce, żebyś ty wiedział, jak on mnie bije! Oh! jak że on mnie bije, bije!
Tymczasem stary Mykituła, pijany jak noc, wrócił z karczmy i od razu zaczął łajać żonę za to, że ona go nie kocha; wreszcie rozgniewany jej upartem milczeniem, rozpoczął zwykłą operacyę — drzewiskiem od toporka zaczął okładać jej plecy. Widząc to Marko, rzucił się jak wściekły ku niemu i pragnął mu wyrwać z rąk toporek; w walce tej siekiera przypadkiem ugodziła w czoło pijanicy i zabiła go na miejscu. Marka okutego w kajdany zaprowadzono do więzienia w Stanisławowie, gdzie umarł w rozpaczy — a Kalina dostała pomięszania zmysłów. Stara Ławrycha w rok później wydała młodszą córkę za zupełnie ubogiego, lecz kochanego przez Ołenę chłopaka, sama zaś została posługaczką w klasztorze, ażeby za grzechy popełnione pokutować.
Inne powiastki, choć różne treścią, wszystkie są podobne duchem i formą; we wszystkich panuje ten tragiczny pierwiastek, krzewiący się tak bujnie na huculskim gruncie. Jedna tylko powiastka jest zupełnie inna i nie kończy się tragicznie, jest nią: Try, jak ridni bratia. Swoją drogą jest