Strona:PL Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz.djvu/211

Ta strona została przepisana.


Rzekł więc z gorzkim uśmiechem: „Mój domek zbyt mały,
       565 Nie ma godnego miejsca na dar tak wspaniały:
Niech lepiej niedźwiedź czeka pośród tych rogaczy,
Aż mi go Sędzia razem z zamkiem oddać raczy“.

Podkomorzy zgadując, na co się zanosi,
Zadzwonił w tabakierę złotą, o głos prosi.

       570 „Godzieneś pochwał — rzecze — Hrabio mój sąsiedzie,
Że dbasz o interesa nawet przy obiedzie,
Nie tak jak modni wieku twojego panicze,
Żyjący bez rachunku. Ja tuszę[1] i życzę
Zgodą zakończyć moje sądy podkomorskie;
       575 Dotąd jedyna trudność jest o fundum[2] dworskie.
Mam już projekt zamiany, fundum wynagrodzić
Ziemią, w sposób następny“. — Tu zaczął wywodzić
Porządnie (jak zwykł zawsze) plan przyszłej zamiany,
Już był w połowie rzeczy, gdy ruch niespodziany
       580 Wszczął się na końcu stoła. Jedni coś postrzegli,
Wskazują palcem, drudzy oczyma tam biegli,
Aż wreszcie wszystkie głowy, jak kłosy schylone
Wstecznym wiatrem, w przeciwną zwróciły się stronę,
W kąt.

Z kąta, kędy wisiał portret nieboszczyka,
       585 Ostatniego z rodziny Horeszków, Stolnika,
Z małych drzwiczek, ukrytych pomiędzy filary,
Wysunęła się cicho postać nakształt mary.
Gerwazy!... poznano go po wzroście, po licach,
Po srebrzystych na żółtej kurcie Półkozicach.

  1. tuszę = mam nadzieję.
  2. fundum = grunt.