Strona:PL Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz.djvu/272

Ta strona została przepisana.

— „Gdzie wy — krzyknęła szlachta — gdzie wy, to tam i my!
Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice!
       490 Wiwat Klucznik Rębajło! Hajże na Soplicę!“

I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy,
Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy,
Jak zwyczajnie w sąsiedztwie, to o szkodę skargi,
To o wyręby,[1] to o granice zatargi.
       495 Jednych gniew, drugich tylko poburzała zawiść
Bogactw Sędziego — wszystkich zgodziła nienawiść.
Cisną się do Klucznika, podnoszą dogóry
Szable, pałki —
Aż Maciek, dotychczas ponury,
Nieruchomy, wstał z ławy i wolnemi kroki
       500 Wyszedł na środek izby, i podparł się w boki;
I spojrzawszy przed siebie i kiwając głową,
Zabrał głos, wymawiając zwolna każde słowo,
Z przestankiem i przyciskiem: „A głupi! a głupi!
A głupi wy! Na kim się mleło,[2] na was skrupi!
       505 To, póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitem, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmowić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić
Wodza nad wami, głupi! A niech-no kto podda
       510 Osobiste urazy, głupi, u was zgoda!
Precz stąd! Bo jakem Maciek, was, do milijonów
Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów
Djabłów!!!...“

Ucichli wszyscy, jak rażeni gromem;
Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem:

  1. wyręb = szkoda w lesie.
  2. mleło, (gwar) zamiast: mełło.