Strona:PL Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz.djvu/274

Ta strona została przepisana.

Ale z miny poznano, że coś złego knuje,
       545 Więc do kordów, i hajże! On się rejteruje,
Odcina się, już ranny, przyparty do płotów,
Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów.[1]
Zaczem rozjęto[2] szlachtę, ale w tym rozruchu,
Dwóch było ciętych w ręce, ktoś dostał po uchu.
       550 Reszta wsiadała na koń. —
Hrabia i Gerwazy
Porządkują, rozdają oręże, rozkazy.
Wkońcu wszyscy przez długą zaścianku ulicę
Puścili się wcwał, krzycząc: „Hajże na Soplice!“






  1. W tym wierszu uczcił Poeta najdroższych przyjaciół: Tomasza Zana i Jana Czeczota, filomatów i współwygnańców z r. 1824. Nie o nich tu mowa, to jasne, ale wprowadzenie drogich nazwisk jest takim samym hołdem przyjaźni jak poprzednio złączenie Mickiewicza z Maleskim.
  2. rozjęto = rozłączono.