Strona:PL Adam Mickiewicz - Poezje (1929).djvu/242

Ta strona została przepisana.

Jak śród brylantów na szatach nocy
Ognisko Aldeboranu,

«Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu!
Bom dobrych nowin tłumaczem:
Oto służebny wiatr z Lehistanu
Darzy cię nowym haraczem.

«Padyszach nie ma takiej krzewiny
W sadzie rozkoszy w Stambule,
Ona jest rodem z zimnej krainy,
Którą wspominasz tak czule».

Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,
Odsłonił — cały dwór klasnął;[1]
Spojrzał raz na nią trzytulny Basza,
Wypuścił cybuch i zasnął.

Chyli się na bok, turban mu spada,
Biegą przebudzić, — o dziwy!
Usta zsiniałe, twarz śmiercią blada,
Basza renegat nieżywy!


2

«O dziwy, zgroza! — wołają janczary
I mędrce w prawie ćwiczeni —
Tę Nazaretkę za okropne czary,
Zakopiem w stosie kamieni.

«Owóż to Hassan, ów renegat Basza,
Sroższy nad lwa i tygrysa,

  1. «cały dwór klasnął». Wyrażenie europejskie, — w duchu wschodnim należałoby powiedzieć: cały dwór włożył do ust otwartych milczenia palec podziwu.