Strona:PL Ajschylos - Oresteja III Święto pojednania.djvu/28

Ta strona została przepisana.

Gdy zwycięski
Wyjdzie stąd
Matkobójstwa srom.
Cały świat
Spieszy w zbrodni ślad,
Cnotą stał się błąd.
Ojców święty dom
Gniazdem hańby będzie:
Syna dłoń
W rodzicielską mierzy skroń,
Pouczona przez takiego sędzię.

Władnie grzech;
Winom śmiech
Towarzyszy,
Bo nie słyszy
Taki człek,
Iżby za nim w trop
Menad[1] gniew —
Pomsty groźny siew —
Niewstrzymany biegł.
Cudzych cierpień snop
Kto roztrząsać pocznie,
Ujrzy wraz,
Że i jego przyjdzie czas:
Nadaremnie będzie lżył wyrocznię.

Na swój los
Niechaj w głos
Nie narzeka, niechaj wtedy
Nie zawodzi: „Z mojej biedy
Ratujcie mnie, Erynije!
Ratuj, prawo!“ Tak! Niczyje,
Tylko ojców głoszą wargi

  1. menady — bakchantki. Erynje nazywają się bakchantkami, a swój szał posępny porównują z radosnym szałem Dionizosa.