Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/243

Ta strona została uwierzytelniona.
XXV.


Od tego czasu Małgorzata ulegała w każdem miejscu i chwili tysiącznym moim prześladowaniom. Olimpia i ona przestały się widywać, rozumiesz pan dlaczego. Dałem mojej nowej kochance powóz, klejnoty, grałem, popełniałem wreszcie wszystkie szaleństwa, właściwe mężczyźnie zakochanemu w takiej kobiecie, jak Olimpia. Rozeszła się zaraz wieść o mojej nowej namiętności.
Nawet Prudencya dała się uwieść i uwierzyła, żem zupełnie zapomniał Małgorzaty. Ta ostatnia, czy odgadywała przyczyny, zniewalające mnie tak działać, czy też myliła się, jak wszyscy, odpowiadała na rany, jakie jej codzień zadawałem, z wielką godnością. Zdawała się być tylko bardzo cierpiącą, gdyż wszędzie, gdzie ją spotkałem, widziałem ją coraz bledszą, coraz smutniejszą. Miłość moja dla niej, spotęgowana do tego stopnia, że stawała się nienawiścią, rozkoszowała się widokiem tego bólu codziennego. Nieraz, wśród okoliczności, gdziem rozwijał całe moje niegodne okrucieństwo, Małgorzata obrzucała mnie wzrokiem tak błagalnym, że wstydząc się roli, jaką odgrywałem, gotów byłem biedz do niej i błagać przebaczenia.