Strona:PL Aleksander Dumas - Czarny tulipan.djvu/62

Ta strona została przepisana.

lipa nigra Barlaensis, gdy mój chrzestny ojciec, ten wielki polityk będzie tylko znamy z tulipanu, którego ochrzciłem jego nazwiskiem.
— Gdy mój tulipan zakwitnie, dam tylko pięćdziesiąt tysięcy ubogim, jeżeli spokojność przywróconą będzie w Holandji; zdaje mi się, że to dosyć jak na człowieka, który nikomu nie jest nic winien; drugie zaś pięćdziesiąt tysięcy poświęcę na doświadczenia. Tak, przy pomocy tych pięćdziesięciu tysięcy, spodziewam się, że nadam woń tulipanowi. Oh! gdyby mi się udało nadać mu woń gwoździka lub róży, albo zupełnie oddzielną coby było lepiej; gdyby mi się też udało przywrócić właściwy zapach temu kwiatu, który utracił opuszczając swój tron wschodni; zapach, który mieć można na półwyspie Indyjskim, w Goa, w Bombaj lub Madras, a nadewszystko na tej wyspie, która miała być rajem ziemskim, którą zowią Ceylon. Co za sława, wolałbym wtedy być Korneljuszem van Baerle jak Aleksandrem lub Cezarem.
„Co za przepyszne nasienniki!"
Korneljusz był zachwycany.
Wtem dał się słyszeć dzwonek u drzwi gabinetu.
Korneljusz wzdrygnął się i odwrócił, zasłaniając ręką nasienniki.
— Kto tam?
— W tej chwili przybył posłaniec z Hagi.
— Czegóż żąda?
— Jest to Kracke.
— Kracke zaufany sługa Jana de Witt, niech zaczeka.
— Nie mogę czekać — odpowiada głos na korytarzu.
I w tej chwili ukazał się Kracke.
To ukazanie się niespodziane w tym miejscu tak zmieszało van Baerla, iż ten spostrzegłszy Krackiego zrobił poruszenie konwulsyjne ręką, którą zakrywał nasienniki i wskutek czego dwie cebulki spadły mu ze stołu, jedna potoczyła się ku kominkowi.
— Do djabła! — zawołał Korneljusz wstając szybko, aby szukać nasienników — cóż się stało Kracke.
— Oto nie tracąc czasu, masz pan natychmiast ten papier przeczytać i to mówiąc złożył papier na stole.
I Kracke, który uważał przechodząc przez ulice Dordrechtu, że zanosi się na podobne zaburzenia, jak w Hadze, uciekł nie obróciwszy się nawet.