Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 03.djvu/092

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ X.
ŻEBRAK.

Uczta przeciągała się. Nakoniec pani de Villefort wyraziła chęć powrotu do Paryża, czego nie miała odwagi zaproponować baronowa, mimo widocznego wyczerpania.
Monte Christo nie sprzeciwiał się woli swych gości, to też wkrótce wszyscy opuścili jego dom. Morrel, Debray i Chateau Renaud — konno, obydwie panie wraz z de Villefortem w powozie tego ostatniego, wreszcie Danglars pojechał w towarzystwie majora Cavalcanti, z którym wdał się w rozmowę o fortunach arystokracji włoskiej.
Ostatni opuścił dom hrabiego młody Andrzej Cavalcanti.
Obiecujący ten młodzieniec przez cały czas obiadu mówił bardzo mało, w obawie, ażeby nie wyrwać się z jakiem głupstwem w towarzystwie tak bogatych i potężnych gości, pomiędzy którymi jego wzrok osłupiały nie bez obawy spoczywał od czasu do czasu na groźnej postaci prokuratora królewskiego.
Pan Danglars, widząc uprzejmość z jaką traktował hrabia Monte Christo majora Cavalcanti, wpadł na myśl, że włosi ci, ojciec i syn, muszą być krezusami, o nieprzebranej fortunie.
Przyjrzał się dobrze, aczkolwiek z wielką dyskrecją, wcale dużemu brylantowi, rzucającemu ognie na palcu majora, bowiem stary Cavalcanti, jako człowiek doświadczony i rozsądny, w obawie, by jaki wypadek nie pozbawił go pieniędzy, zamienił je natychmiast na przedmiot wartości niewątpliwej.
W czasie obiadu wypytywał bezustannie ojca i syna, jaki