Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 04.djvu/264

Ta strona została uwierzytelniona.

— Komuż?
— Bogu.
Danglars zastanowił się chwilę.
— Nie rozumiem was — rzekł nakoniec.
— Jest to bardzo możliwe — odpowiedział Wampa.
— Pochwyciliście mnie — rozpoczął na inny temat Danglars — ażeby wziąć okup. Zgadzam się na to. Lecz dam miljon, ani franka więcej.
— Nie.
— Dam dwa miljony... trzy... dam nawet cztery!
— Jakżeż możesz dawać nam, panie, zaledwie cztery miljony, za to, co jest warte cztery i trzy czwarte miljona?! Zgodzić się na to mógłby tylko człowiek niepoczytalny.
— A więc weźcie, weźcie wszystko — histerycznie zakrzyczał Danglars — lecz zabijcie mnie.
— Nie, panie, tego nie uczynimy. Jeżeli zaś nie zapłacisz całej żądanej sumy, pozostaniesz u nas już na zawsze. Że zaś niezadługo zabraknie ci pieniędzy na kupno u nas żywności — umrzesz przeto z głodu.
— Z głodu?! — zawołał Danglars z jękiem.
— Tak, z głodu — odpowiedział poważnie Wampa.
— Mordercy — zawołał Danglars. — Lecz niedoczekanie wasze, bym ja wam oddał cały mój majątek. Podpisu mego nie uzyskacie za nic.
— Jak się panu hrabiemu podoba — rzekł Wampa i wyszedł z celi.
Danglars z rykiem wściekłości rzucił się na posłanie.
Co to za ludzie? Kto zacz ów wódz niewidzialny?
Na całym świecie zdarzają się zbójcy, lecz ci zawsze i wszędzie brali umiarkowany okup za pochwyconych, nie żądali zaś nigdy całego ich majątku. Więc tutaj jest coś innego? Zemsta chyba? Zemsta dzika, krwiożercza, nieludzka i bezbożna.
Lepiej więc umrzeć...
Po raz pierwszy może w swem życiu Danglars pomyślał o śmierci. Pragnął jej i lękał się zarazem.
By samemu sobie odebrać to życie — brakło mu odwagi.