Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/243

Ta strona została uwierzytelniona.
—   243   —

— Zdaje mi się, że powiedziałeś prawdę, panie d‘Artagnan, tak, Belle-Isle w istocie do pana Fouquet należy.
— Zatem Wasza Królewska Mość chce, bym się dowiedział, czy Belle-Isle dobrą jest miejscowością?...
— Tak.
— Czy fortyfikacje są tam nowe, czy stare?...
— O to właśnie mi chodzi.
— Czy na wszelki wypadek, wasale pana nadintendenta są dosyć liczni, aby utworzyć załogę?...
— Tak właśnie, tego od ciebie żądam; trafiłeś na punkt najważniejszy w tej kwestji.
— A jeśli są fortyfikacje, Najjaśniejszy Panie?...
— Przejedziesz się po Bretanji, nasłuchując, i sądząc tę cała rzecz.
D‘Artagnan szarpnął wąsa.
— Jestem szpiegiem królewskim — rzekł bez ogródki.
— Nie, panie.
— Przepraszam, Najjaśniejszy Panie, mam przecie szpiegogować na rzecz Waszej Królewskiej Mości.
— Jedziesz robić odkrycie, mój panie. A gdybyś szedł na czele muszkieterów ze szpadą w dłoni, dla wyśledzenia gdziekolwiek bądź pozycji nieprzyjacielskiej...
Na te słowa d‘Artagnan zadrżał nieznacznie.
— Czybyś się i wtedy także miał za szpiega?...
— Nie, nie!... — rzekł zamyślony d‘Artagnan, — zmienia się postać rzeczy, gdy się śledzi nieprzyjaciela; wtedy jest się tylko żołnierzem... Więc jeżeli fortyfikują Belle-Isle?... — dodał niezwłocznie.
— Zdejmiesz dokładny plan fortyfikacji.
— A czy mnie tam wpuszczą?...
— To do mnie nie należy, twoja w tem rzecz. Czy nie słyszałeś, iż zastrzegłem ci naddatek dwudziestu tysięcy franków rocznie, jeżeli zażądasz.
— I owszem, Najjaśniejszy Panie; a jeżeli nie fortyfikują?...
— Powrócisz najspokojniej, nie męcząc swego konia.
— Gotów jestem, Najjaśniejszy Panie...