Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/257

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ XXXVII.
OPAT FOUQUET.

Fouquet przebiegł prędko korytarz podziemny, wszedł i starannie zasunął lustro na właściwe miejsce.
Zaledwie znalazł się w gabinecie, posłyszał stukanie do drzwi, a jednocześnie głos dobrze znany wołał:
— Otwórz, szanowny panie, otwórz, proszę.
Fouquet szybkiem poruszeniem uporządkował wszystko, co mogło zdradzać jego wzruszenie i nieobecność; rozrzucił papiery na biurku, wziął pióro do ręki i, ażeby zyskać na czasie, zapytał przez zamknięte drzwi.
— Kto tam?...
— Jakto?... pan mój mnie nie poznaje?... — odpowiedziano.
— Tak, tak — mówił Fouquet do siebie — tak, mój przyjacielu, poznaję cię wyśmienicie.
Głośno zaś dodał;
— Czy to ty, Gourvillu?...
— Tak, ja, proszę pana.
Fouquet podniósł się, rzucił ostatnie spojrzenie na lustro, poszedł do drzwi, odsunął rygle i wpuścił Gourvilla.
— O!... panie, panie — rzekł tenże — skąd ta surowość?...
— Dlaczego?...
— Od kwadransu już błagam, abyś otworzył, a pan mi nawet nie odpowiadasz.
— Wiesz o tem, że nie chcę aby mnie odrywano od pracy,