Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/33

Ta strona została uwierzytelniona.
—   33   —

z wizytą, drudzy zaś — z zamiarem zamordowania go, czego też jakoby dokonała. Tak, czy owak, zawsze podejrzenie jakieś padało na obecność owej damy w tym domu.
Po śmierci radcy, zamordowanego czy też zmarłego w sposób zwykły, mniejsza o to... dom został sprzedany, później opustoszał, wreszcie oddzielony został od innych domostw ulicą.
Dopiero za czasów Ludwika XIII-go włoch pewien, zwany Cropoli, który uciekł z kuchni marszałka d‘Ancre, osiedlił się w tym domu. Założył tu maleńki zajazd, w którym przyrządzał makaron tak znakomity, że z kilku mil dookoła przychodzono tu kupować ten przysmak włoski, lub raczyć się nim na miejscu.
Sławę domu powiększyła jeszcze królowa Marja Medici, uwięziona, jak wiadomo, w Blois, która raz jeden zażądała owego makaronu.
Z powodu tego podwójnego zaszczytu, jaki członkowie rodziny Medici wyrządzili trójkątnemu domowi, raz przez morderstwo, drugi raz wskutek makaronu, biednemu Cropoli przyszła myśl nadać zajazdowi swojemu jakiejś szumnej nazwy.
Postanowił więc obstalować szyld z portretami Marji i Katarzyny Medici i napisem:

HOTEL DE MEDICI

Nie zdążył tego dokonać, dopiero syn jego wziął się do dzieła, wymarzonego przez ojca.
Przedewszystkiem należało wyszukać malarza, któryby znak nad bramą wymalował.
Malarz znalazł się wkrótce.
Był to stary włoch, nazwiskiem Pittrino.
Jakże wielką była jego radość, gdy wezwany raz przez pana Cropoli, dowiedział się o planie zmarłego Cropoli, i że nań spada zaszczyt wymalowania znaku nad bramą. Z zapałem zabrał się do przetrząśnięcia swej starej skrzynki, w której znalazł pędzle, nadgryzione nieco przez szczury, ale jeszcze możliwe, farby prawie zeschnięte, oliwę w małej buteleczce i pa-