Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ XXIX.
BURZA.

Nazajutrz dzień był posępny i pochmurny, ponieważ zaś wiedziano, iż król projektował odbycie przejażdżki, każdy, otwierając oczy, zwracał je ku obłokom. Nad drzewami unosiła się gęsta i ciemna mgła, która ledwie miała siłę wznieść się o trzydzieści stóp ponad ziemię, a słońca nie można było dojrzeć przez zasłonę ciężkiej i ciemnej chmury. Ta posępność nieba zwróciła także uwagę króla, gdy stanął w oknie, powstawszy z łóżka. Lecz ponieważ już wydano rozkazy i poczyniono wszystkie przygotowania i co najważniejsze, ponieważ Ludwik liczył na ten spacer, iż odpowie on pod każdym względem potrzebie jego serca, przeto orzekł bez najmniejszego wahania, że stan nieba nie ma w sobie nic zatrważającego i że przejażdżka odbędzie się.
Zrana jak zwykle, Ludwik wysłuchał mszy.
Około godziny dziesiątej powrócił do zamku, a że przejażdżka oznaczona była na dwunastą, przeto zaczął pilnie pracować z Colbertem i Lyonnem. Przytem chodził Ludwik od stołu do okna, przez które ujrzał na dziedzińcu pana Fouquet, którego dworzanie, skutkiem względów okazanych mu wczoraj przez króla bardzo poważali, a który ze swej strony z miną przystępną i swobodną ukłonił się królowi.
Dał znak nadintendentowi, aby wszedł, następnie, zwracając się ku Colbertowi i panu Lyonne, rozkazał:
— Ukończcie tę pracę i połóżcie papier na biurku, a ja przeczytam przy sposobności.