Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/206

Ta strona została uwierzytelniona.
—   206   —

— O ciebie, Najjaśniejszy Panie.
— O mnie, pani?... — odpowiedział król z uśmiechem — nie rozumiem cię.
— Czy Wasza Królewska Mość zapomniałeś, co się działo wczoraj wieczór u Jej wysokości księżny.
— Zapomnijmy o tem, proszę cię, albo raczej pozwól mi pamiętać, abym ci dziękował za twój list...
— Najjaśniejszy Panie — rzekła La Valliere — deszcz pada, a Wasza Królewska Mość stoisz z odkryta głowa.
— Proszę cię, myśl tylko o sobie.
— O mnie!... — rzekła La Valliere, uśmiechając się — ja jestem wieśniaczką, przywykłą do biegania nad Loarą i po ogrodach Blois, bez względu na pogodę. Co do mojej odzieży zaś — dodała, patrząc na skromną muślinową suknię — Wasza Królewska Mość widzi, że niema czego żałować.
— W rzeczy samej — odpowiedział król — zauważyłem już nieraz, że wszystko winnaś sobie, a nie strojom, nie jesteś zalotna, a to dla mnie wielki przymiot.
— Najjaśniejszy Panie, nie uważaj mnie za lepszą niż jestem, i powiedz raczej, że nie mogę być zalotną.
— A to dlaczego?
— Bo — odpowiedziała La Valliere — nie jestem bogata.
— Zatem przyznajesz, że lubisz piękne rzeczy?... — zapytał król z żywością.
— Najjaśniejszy Panie, tylko dostępne dla mnie rzeczy, nazywam pięknemi. Wszystko, co dla mnie jest za wysoko...
— Jest ci obojętnem?
— Nie obojętnem, ale obcem, jako zakazane.
— A ja pani — rzekł król — widzę, że na moim dworze nie zajmujesz miejsca, jakie ci się należy. Zapewne niedostatecznie przedstawiono mi zasługi twojej rodziny. Los twojego domu, jak widzę, okropnie zaniedbany był przez mojego stryja.
— Bynajmniej, Najjaśniejszy Panie. Jego książęca wysokość, książę Orleański, zawsze był najlepszym dla pana St. Remy, mojego ojczyma, ale małe były jego zasługi i stosownie do nich był wynagrodzony; nie każdy może znaleźć spo-