Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/213

Ta strona została uwierzytelniona.
—   213   —

Fouąuet wlepił przenikliwe spojrzenie w młoda dziewicę, zdawało mu się, że na jej twarzy widzi zdumienie.
— Widzę pani, że zarówno wiele masz wspaniałomyślności, jak rozumu, i czytam w twoich oczach przebaczenie, o które przyszedłem prosić. Ale uprzedzam de, że niedosyć mi ustnego przebaczenia i że proszę o przebaczenie z serca.
— Słowo daje panu — mówiła La Valliere — wcale cię nie rozumiem.
— Jest to delikatność ze strony pani — odpowiedział Fouquet — nie chcesz, ażebym się przed tobą rumienił.
— Rumienił!... przede mną rumienił! ale powiedz pan, czego masz się rumienić?
— Miałżebym się mylić — rzekł Fouquet — i czyżby moja postępowanie względem pani nie obraziło cię?
La Valliere wzruszyła ramionami.
— Pan mówisz zagadkowo — odparła — a ja jestem za mało domyślna, abym cię mogła zrozumieć.
— Niech i tak będzie — odrzekł Fouquet — nie będę nalegał więcej. Tylko zapewnij mnie pani, błagam cie, że mogę liczyć na zupełne twoje przebaczenie.
— Panie — odpowiedziała de La Valliere z pewnym rodzajem niecierpliwości — jednę tylko mogę ci dać odpowiedź i ta zapewne zadowoli cie. Gdybym wiedziała, że mi w czem uchybiłeś, przebaczyłabym ci. Tembardziej, pojmujesz, że nie wiedząc...
Fouquet przygryzł usta w ten sam sposób, jak to zwykł czynić Aramis.
— Skoro tak — rzekł — mogę się spodziewać, że pomimo tego, co się przytrafiło, pozostaniemy w zgodzie, i pani raczy wierzyć mojej pełnej uszanowania przyjaźni.
La Valliere sądziła, że zaczyna pojmować.
— O!... — rzekła sama do siebie — nie myślałam, że pan Fouquet szuka podpory w tak świeżej łasce.
I dodała głośno:
— Pańska przyjaźń, którą mi ofiarowujesz, jest dla mnie zaszczytem.