Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/306

Ta strona została uwierzytelniona.
—   306   —

— Tak i pistolet nabity — dodał Manicamp, macając panewkę.
— Przecież mówiłem panu, że celowałem, kiedy szedł na mnie i strzeliłem, kiedy do mnie mierzył.
— Czy jesteś pewny, panie de Wardes, że się z nim pojedynkowałeś?... Bo ja lękam się, czy go nie zamordowałeś. O!... nie tłumacz się, wystrzeliłeś swe naboje, a jego nietknięte. Zabiłeś jego konia i jego, zabiłeś hrabiego de Guiche, najlepszego strzelca we Francji, a on nie tknął ani ciebie, ani konia. Na swoje nieszczęście, panie de Wardes, przyprowadziłeś mnie tutaj!... wszystka krew nabiegła mi do głowy, jestem jak pijany i zdaje mi się, na honor, że ci głowę roztrzaskam. Panie de Wardes, poleć duszę swa Bogu.
— Jesteś pan szlachcicem?
— Było się przecież paziem i złożyło się na to dowody.
— Ale pozwól bronić mi życia.
— Zapewne, abyś zrobił ze mną to samo, co z biednym de Guiche.
I, podnosząc pistolet, zatrzymał go wyciągniętą ręka i ze zmrużonemi oczami wprost piersi pana de Wardes. De Wardes nie myślał nawet uciekać, tak był strwożony. Wtem, w tej okropnej chwili milczenia, która wydawała się wiekiem panu de Wardes, dało się słyszeć westchnienie.
— O!... żyje!... żyje!... — zawołał de Wardes — do mnie, panie de Guiche, chcą mnie zamordować.
Manicamp cofnął się i pomiędzy dwoma młodymi ludźmi ujrzano hrabiego z trudnością, podnoszącego się na rękach.
Manicamp rzucił pistolet o dziesięć kroków i pobiegł do przyjaciela, wydając okrzyk radości. De Wardes obtarł czoło z zimnego potu.
— Czas był wielki!... — rzekł cicho.
— Co tobie?... — zapytał Manicamp hrabiego de Guiche — gdzie jesteś raniony?
Guiche pokazał skaleczoną rękę i pierś zakrwawioną.