Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T5.djvu/186

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ XXX.
KOŃ BIAŁY I KOŃ CZARNY.

— Otóż to dziwne doprawdy — mówił kapitan do siebie Gourville rozpromieniony, Gourville, biegający po ulicach wtedy, gdy ma pewność, że pan jego w niebezpieczeństwie; wtedy, gdy ja znów pewny jestem, że to Gourville podał przed chwilą kartkę panu Fouquet, ową kartkę, podartą następnie w drobne kawałki i rzuconą na wiatr. Gourville zaciera ręce, to znaczy, że mu się coś powiodło.
D‘Artagnan, idąc przez taras zamkowy, objął wzrokiem całą panoramę, a śledząc ulicę Chwastów, przekonał się, że dotyka ona jednej z dróg, poczynających się u wyjścia z Nantes.
Jeden krok jeszcze a byłby już zszedł ze schodów i udał się do warowni, aby, zabrawszy tam okratowaną karetę, pojechać do mieszkania pana Fouqueta. Traf jakiś zdziałał, że w tej właśnie chwili spojrzał raz jeszcze w przestrzeń i zauważył biały punkt, pędzący szybko po drodze.
— Co to może być? — pomyślał muszkieter — koń zapewne... koń, który uciekł komuś... ależ rwie z kopyta!
Biały punkt skręcił raptem na pole zasiane lucerną.
— Koń biały... — ciągnął kapitan, który na tle ciemnem odróżnił teraz wyraźnie kolor i kształty zwierzęcia; — ktoś na nim, siedzi... chłopiec jakiś z pewnością... nie może utrzymać wierzchowca, śpieszącego na przełaj do wody...
Myśli te, jak błyskawica przeszły mu przez głowę; zapomniał już o nich nawet, gdy z ostatniego schodu zstępując,