Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/016

Ta strona została uwierzytelniona.


Krawiec.

Oto jest frak na próbę...


Geldhab.

A nasza umowa?
Waszeć widzęś zapomniał, jaka była zgoda?


Krawiec.

I owszem, wszak zrobiłem jak najnowsza moda.


Geldhab.

Moda z jednym galonem? szalony! szalony!
Cóż dwór pański oznacza, jeśli nie galony?


Krawiec.

Jednak to gust najlepszy.


Geldhab. (śmiejąc się)

Takie dobre gusta
Pewnie tacy stanowią, których kieszeń pusta;
Gdzież złotem kto przesadzi? do twarzy mu wszędzie;
A więc galon sług moich niechaj w troje będzie.


Krawiec.

Dobrze.


Geldhab.

By sutą była, jak tylko być może.
Czemuż być niema, powiedz, kiedy na to łożę?

(krawiec odchodzi).
(Gelhab spogląda na papiery, potém wokoło.)


Komisant.

Wielmożny...


Geldhab.

Ale zaraz, jakżeś uprzykrzony.

(do kamerdynera.)

Dowiedz się, czy w gazecie będę umieszczony?
Chciałbym tam mieć wyraźnie artykuł ten cały:

(dając kartkę, czyta).

„Jaśnie Wielmożny Geldhab, dziedzic Samochwały,