Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/020

Ta strona została skorygowana.


Książe.

Dalej.


Konto.

Z wielkich Książąt Księcia,
Mimo, że tak śmiem mówić, mimo przedsięwzięcia...


Książe (z niecierpliwością).

Cóż ci do reszty wzięło rozumu niewiele,
Sen, gorączka, czy przestrach jaki?


Konto (zbliżając się do ucha).

Wierzyciele.


Książe (z gniewem).

Ech zawsze jedno, jedno, aż już słuchać nudno!


Konto.

Ależ mnie w domu własnym usiedzieć się trudno.
Rzemieślnicy wciąż piszczą, a rabinów roje
Za ul sobie obrały pomieszkanie moje:
Nieczułe jak opoki, uparte jak żmije,
Łakomstwa ich nie wzruszą, morały, ni kije.
Dawny szwajcar był wprawdzie wielki moczymorda,
Lecz go się przecież bała wierzycielska horda;
Gdy nie mógł dostojeństwa zatrzymać powagą,
Uczył mores natrętnych pozłacaną lagą;
Ale dzisiaj przy nowym, za pierwszym natłokiem,
Aż do biura wpadnięto niewstrzymanym krokiem
I zelżono haniebnie pod Pańskim obrazem
Całą intendenturę z mą osobą razem.


Książe.

Szturmem cię więc dobyto?


Konto.
(korzystając z wesołości Księcia dobywa papierów i mówi przeglądając).

Książe Pan się śmieje,
A ja dalibóg wkrótce, wkrótce oszaleję.