Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/029

Ta strona została skorygowana.


Geldhab.

Czyż mówię...


Lisiewicz.

Które mają ciężarów już tyle...


Geldhab.

Cóż u djabła...


Lisiewicz.

I nawet, jeśli się nie mylę...

(głośno, patrząc na Księcia)

Pułk, w którym pan Lubomir, już tam postawiono.


Książe.

A! Lubomir... Waćpanu znajomym jest pono?


Geldhab.

Lubomir? he?... Lubomir? rotmistrz?


Książe.

Tak, ten właśnie.


Geldhab.

Niby to... ale zkądże...


Książe.

Mówmy zatém jaśnie:
Lubomir kochał córką Waćpana?


Geldhab.

Tak... trochę.


Książe.

A ona?


Geldhab.

Nie, nie; ale... tak, jak dzieci płoche,
Niby tak... swawolili, ale z Florki strony...


Książe.

Wszak mówią, ze Lubomir był z nią zaręczony?


Geldhab.

Coś niby obiecałem, bo z ojcem w przyjaźni...