Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/052

Ta strona została skorygowana.


Geldhab (przestraszony)

Mój Majorciu, Majorciu, siadaj, (daje krzesło)
gniew ci szkodzi...
Siadaj, Majorciu, powiedz, o co, o co chodzi?


Major (do siebie chodząc).

Rosynant, nie Rosynant, w dobrym czy złym losie,
Ale ty, Mości Książe, oberwiesz po nosie!


Geldhab (na stronie, z zadziwieniem).

Książe po nosie!


Major.

Słuchaj, oddawna cię znałem

(za każdém słowem Geldhab się kłania.)

Z rozsądkiem, z sercem, głową; lecz się oszukałem,
Jesteś chciwy, nieczuły, w uczciwości... różny,
Jesteś próżny.


Geldhab.

Nie, ale...


Major.

Tam do licha, próżny!

Geldhab skłania głowę, jakby przystawał na to.)

Bo na cóżbyś dla córki sklejał związek nowy,
Gdyby ci tytuł Księcia nie zawrócił głowy?
Myślisz, że po tym kroku zapomną w Warszawie
Tę mąkę... hm?... ten owies w ostatniej przystawie,
Co to zgniły... rozumiesz? każdy to pamięta;
Jakże w świecie ty będziesz, jak córka przyjęta?
A jeśli ona dumę równą twej posiada,
Ręczę, widzieć cię w domu, że nie będzie rada;
Wnuki, coby twych późnych lat pociechą były,
Teraz Książęta, będą dziada się wstydziły;
Bo ty siebie nie zmienisz oświeconym zięciem,
Geldhab będzie Geldhabem, a Książe Książęciem.


Geldhab.

Córka mnie bardzo kocha, on wielce poważa.