Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/072

Ta strona została skorygowana.


Geldhab.
(do Lisiewicza cicho).

Dopadłeś go przecie


Major.

Tu, do oczów niech jeden drugiemu dowodzi,
Który z was obu kłamie, i który mnie zwodzi.

(po krótkiém milczeniu).

Milczycie?


Geldhab (pomieszany.)

Cóż mam mówić?


Lisiewicz.

Ze mnie dech ucieka.


Flora (do Majora.)

Dopókiż...


Major.

Już, już kończę, niech Panna zaczeka.


Flora (z niecierpliwością).

Ja nie chcę...


Major.

Wiem, wiem, zaraz odprawię też Księcia.


Flora (w gniewie.)

Ależ...


Major.

Ach, bądź spokojna, znam sztukę ujęcia.


Flora (na stronie.)

Cóż gadać z tym dragonem? Gdybym się nie bała,
Zarazbym mu, niestety! oczy wydrapała.


Major.

Nic się więc już nie dowiem?


Lisiewicz.

Ach, luby Majorze,
Proszą cię, błagam, błagam w największej pokorze,
Puść mnie ztąd, wszak pan Geldhab...


Geldhab.

Na cóż na mnie składać?