Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/091

Ta strona została skorygowana.


Radost (wstając).

Do skutku przywiodę!


Zdzisław
(idąc ku Radostowi i dziękując)

Ach Mości dobrodzieju...


Radost
(odprowadzając na stronę Zdzisława i pokazując).

W końcu... meta stanie,
Przy której damy będą; tak, meta, mój panie.
Charmant! superbe!... tylko że...

(wpada w zamyślenie i siada,)


Julia.

Jemu kursa w głowie.


Zdzisław.

Ach, kiedy wyrok szczęścia w jedném leży słowie,
Wtedy lada głos ludzki dochodząc zdaleka,
Zdaje się, że spełnienie nadziei wyrzeka;
Ale jakże bolesno, gdy z niczém przemija!
Nieszczęście nas zasmuca, niepewność zabija.
Ach Zofio! zbliż mało-oddaloną porę;
Błagam cię, dzisiaj, teraz, niech wyrok odbiorę.


Zofia.

Nic nie słyszę.


Zdzisław.

Z tym żartem prośba nie ulata;
Siostro przyczyń się za mną.


Zofia.

Nie, za mną proś brata,
Proś, niech mnie nie zawstydza, niech mnie tak nie dręczy;
Jutro od tego słowa nic mnie nie wyręczy,
Na cóż dzisiaj wspominać chwilę rozstrzygnienia?
Lękam się coraz bardziej w miarę jej zbliżenia,