Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/098

Ta strona została skorygowana.


(do Zdzisława)

Prawda? n’est-ce pas?


Zdzisław.

Sens jasny.


Julia.

O tych tu osnowa,
Których całym rozumem cudzoziemska mowa.


Radost.

I orzeł dobry, dobry; nie słuchał włóczęgi,
I verba veritatis wyciął mu jak z księgi;
Lubię go, lubię za to, i więcejbym lubił,
Gdyby pana żórawia był trochę poczubił.


Astolf.

O, miał rozum, i słowne przekładał dowody.


Radost.

Czemu?


Astolf.

 
Bo może stary, a żóraw’ był młody.


Radost.
(w miarę zapału odmienia postawę).

Stary, stary, cóż z tego? Patrzcieno u kata!
Jak gdyby zwyciężały same tylko lata!
I ja choćem niemłody, już pod siwym włosem,
Jeszczebym na harc wyszedł z niejednym młokosem.

(z coraz większym zapałem).

Coto wiek! teraz, zaraz, niech kto w drodze stanie!
Niech mnie tylko zaczepi! Coto! Ech Mospanie,
Jak się chwycę do korda...

(mówiąc „Ech Mospanie" chwyta się za głowę i poprawia perukę na ucho, jak się czapkę poprawiało, potém przy ostatnim wierszu chce chwycić za kord, w ten moment zdaje się jak przebudzony postrzedz swój ubiór; zostaje chwilę w téj pozycyi, potém mówi ze spuszczoną głową powoli i z ciężkiem westchnieniem)

Było to tak... było!