Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/102

Ta strona została skorygowana.


Zdzisław (na stronie).

Prawda, sam to powiadał... ależ po tej mowie...

(zrywa się i chodzi prędko)

Czyżby i Astolf kłamał?... Zaraz próbę zrobię...
Poczekajno, paniczu, dopiekę ja tobie!


Etienne.

A o Renie pan słyszał? Ren, panie, to rzeka,
Do Mayence; miasta, panie, płynąc już zdaleka...

(Zdzisław nagle bierze kapelusz i wychodzi.
Etienne zdziwiony odprowadziwszy go oczyma).

Ja gadam, on wychodzi... nikt nic nie chce wiedzieć,
Wartoż tu wojażować, proszę mi powiedzieć?

(stoi z założonemi rękoma).
Zasłona spada.