Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/107

Ta strona została skorygowana.


Idą na ochmistrzynie markietanki cudze,
Czemużby John polskiemu niemiał zrównać słudze?
Wszak i on cudzoziemiec.


Radost.

Anglik, prawda i to.
Nieraz com brał za śmieszne, poklaskiem okryto,
A gdym pytał, mówiono: tak robią Anglicy.
Nawet croyez moi, mon cher, bo byłem w stolicy,
Gdyby który w but głowę, w czapkę włożył piętę,
To ubranie z oklaskiem byłoby przyjęte;
Ergo, swego własnego gdy nie mamy zdania,
Trzeba ślepo brać cudze i to bez pytania.
Charmant! n’est-ce pas! A goddam! ja się tutaj bawię!
Wybacz, że cię samego na chwilę zostawię,
Muszę... Otóż i Zosia, godnie mnie zastąpi.

(odchodzi)




SCENA III.
Zofia, Astolf.


Astolf.

Przecież znalazłem chwilę, której los tak skąpi,
Mogę...


Zofia
(zwracając się ku drzwiom).

Zaraz...


Astolf (zastępując).

Momencik.


Zofia (ku drzwiom).

Julią...


Astolf.

Dwa słowa.


Zofia.

Nie, nie.