Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/138

Ta strona została skorygowana.


A wieść, że swój los przyjął bez serca boleści,
W mojém, teraz wzgardzoném, rozpacz tylko mieści.


Julia.

I cóż więc myślisz robić?


Zofia.

Pójdę do klasztoru.


Julia.

A, pozwól mi się rozśmiać z twojego wyboru.
Klasztor?., a bale, mody, ów świat ulubiony?


Zofia.

Ach, Julio! bez niego nie chcę i korony.


Julia.

A z Zdzisławem i chatka...


Zofia.

Mścij się, mścij, masz prawo.


Julia.

Któż ci mówił, że wesół, że skacze tak żwawo?


Zofia (szlochając).

Jakub.


Julia.

To skłamał. Zdzisław ledwie do poznania,
Właśnie niosę ci jego smutne pożegnania;
Odjeżdża, i z wszystkiego to mu najboleśniej,
Ześ mu czekać kazała, gdy już inny wcześniej...


Zofia.

Julio, idź, śpiesz, biegaj, niech nie jedzie w błędzie,
Idź, powiedz mu, że jestem niewinną w tym względzie.


Julia.

Jakto?


Zofia.

Przed kilku dniami, w zwyczajnej rozmowie,
Gdym wcale nie myślała o ostatniém słowie,