Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/139

Ta strona została skorygowana.


Odpowiedziałam ojcu na zwykłe pytanie,
Że zawsze jego rozkaz mą wolą się stanie;
I to było powodem, że milcząc przede mną,
Astolfa obietnicą zapewnił tajemną.
Zdzisław więc o nieszczerość możeż mnie obwinić?


Julia.

Kochasz go więc?


Zofia.

Nad życie.


Julia.

I cóż będziesz czynić?


Zofia.

Mówiłam, do klasztoru...


Julia.

Nie rób się dziecięciem;
Trzeba nam się ratować inném przedsięwzięciem.


Zofia.

Nie, nie, ojca uporu nic w świecie nie nagnie;
Dał słowo, więc nie cofnie, i Astolfa pragnie.


Julia.

Prośba, łzy wiele mogą.


Zofia.

I mówić się boję,
Zwłaszcza, że niby zrobił na żądanie moje.


Julia.

Otóż i on; odważnie.


Zofia.

Ach, cała truchleję!


Julia.

Tylko zwolna.


Zofia.

Ratuj mnie.


Julia.

Płacz i miej nadzieję.