Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/144

Ta strona została skorygowana.


Astolf.

Merci... rozumiem trochę. Lecz, łaskawy Panie,
Mówiłeś, że przystała na moje żądanie.
I już miałem upraszać, by ślubu nie zwlekać,
Chcąc jak najprędzej z lubej ojczyzny uciekać,
Chcąc przenieść się, jak lotem, w ubóstwione kraje,
Gdzie przyjemniejsze nieba, ludzie i zwyczaje;
Gdy na miejscu radości żal tu w twarzach czytam,
I nikt nie odpowiada, choć się trzykroć pytam.


Radost.

Słowa nie łamię.


Astolf.

Prawda; ale cóż to znaczy,
Niechże kto, z łaski swojej, przecie wytłumaczy.


Julia.

Kiedy panna chce wstąpić płacząc do klasztoru,
Łatwo zgadnąć, czy z ojca kontenta wyboru.


Astolf
(odmienny przybiera sposób mowy).

I zupełnie zgaduję. Lecz że nie jest rada,
Czyż koniecznie w klasztorze zamknąć się wypada?


Julia.

Jak inaczej uniknąć a nie złamać słowa?


Astolf.

Więc ze strachu przedemną to zrobić gotowa?
O, nigdym nie miał myśli takiej broni użyć.
Wracam słowo, gdym nie mógł miłości zasłużyć.

(Julia wybiega).




SCENA IX.
Radost, Zofia, Astolf.


Radost.

Hm, hm, hm.