Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/146

Ta strona została skorygowana.


Astolf.

Lecz choćem was zwodził,
Przyznajcie, więcejm pomógł, niżeli zaszkodził.
A gdy każdy z nas pilnie w tej sprawie poszuka,
Dla każdego się znajdzie niemała nauka.


Radost.

No, no, no, prawdać i to, niema co powiedzieć.


Zofia
(zachodzi z przeciwnéj strony Astolfa i całując rękę Radosta)

I jakże?


Radost.

Co?


Zofia (wskazując głową).

Z tamtém.


Radost.

Z czém?
(do Astolfa) Ale chciałbym wiedzieć,
Czemu się Zdzisław taił?


Astolf.

O tém sam wam powie.


Radost.

Hm, hm, hm, coto proszę u tych młodych w głowie!

(wychodzi).




SCENA X.
Zofia, Astolf.


Astolf.

Tracąc cię już, Zofio, lepiej cię poznaję;
Ceniłem twoję duszę zbyt mało, przyznaję,
Biorąc rolę, prawdziwie godną pośmiewiska,
Mógłżem myśleć, że śmieszność twoje serce zyska,
Lecz przebacz, twój wiek młody, ojca twego zdanie
Wprawiły mnie, niestety, w to mylne mniemanie.