Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/187

Ta strona została skorygowana.


Grzegorz.

Troszeczkę, troszeczkę tylko, Panie Majorze.

Major. (chodząc.)

Troszeczkę! U niego to nic nie znaczy! troszeczkę! Otoż masz, co to troszeczkę narobiło.

Rotmistrz (chodząc).

Nie byłyby się tak polękły.

Major (chodząc.).

Tak, nareszcie może byłaby jedna zemdlała.

Rotmistrz (chodząc).

Tak jedna, a niech i dwie.

Major (chodząc)

Tak, niech i dwie, ale trzy!

Rotmistrz.

Trzy od razu!

Major.

Trzy, trzy od razu!

Kapelan.

Posłać po doktora... krew im puścić.

Rotmistrz.

Nim przyjedzie...

Major.

Lepiej niech im Grześ krew puści.

Kapelan.

Nie uchodzi, nie uchodzi.

Grzegorz.

(Stojąc prosto przed Majorem). Panie Majorze, podejmuję się.

Kapelan.

Nie można.

Major.

Ale kiedy umie... sam widziałem... puszczał raz mojemu trębaczowi, jak go koń uderzył... prawda że nie do razu, ale jednak...