Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/202

Ta strona została skorygowana.


Major.

I owszem? (na stronie) Rzecz dziwna! (do Zofii) Mnie się zdaje, że nie byłabyś szczęśliwą.

Zofia.

Od niego to zależeć będzie.

Major.

Ach, nietylko od mojej woli zależeć będzie, ale i od wielu, wielu okoliczności.

Zofia.

Tych trudno przewidzieć.

Major.

Po części, moja panienko, po części. Nigdy nie zgłębiałem, co stanowi istotne szczęście w małżeństwie: mniemam jednak, że dwie osoby dobierać się powinny, jak para koni: równy chód, równy zwrot, równy ogień, wtedy dobrze się jedzie a mniej się morduje. Ale kiedy jeden bystry a drugi leniwy, ten miękki, tamten twardo-usty, ten ciągnie, tamten skacze; to diabła warto! prawda panienko! Powiedzże mi teraz Waćpanna, jakbyśmy się pobrali, do której pary koni będziemy podobni? do pierwszej, czy do drugiej? Podobnoś do drugiej: Waćpanna byś biegła, ja się już potykam; Waćpanna byś skakała, ja już pokaszluję. Śmiej się, śmiej; lepiej śmiać się, niż głupstwo zrobić.

Zofia.

Nie myśl, ale porównanie rozśmieszyło mnie trochę.

Major.

Więc bez porównania. Waćpanna młoda, lubisz bawić się, i dobrze że lubisz, bo to na to pora. Potrzebujesz zatém męża, coby się także lubił bawić; coby cię woził po spacerach, ucztach, balach, tea-