Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/214

Ta strona została skorygowana.


Rotmistrz.

Ale to każdy wié.

Major.

Bardzo rozsądna.

Rotmistrz.

Co tam rozsądna, rozsądna... jakby tu szło tylko o rozsądek.

Major.

No, prawdę mówiąc, rozsądek rzecz nie mała.

Rotmistrz.

Chcesz więc się żenić?

Major.

Tego jeszcze nie mówię.

Rotmistrz.

Jeszcze? ale z czasem?...

Major.

Należy wszystko rozważyć... wszystko od układu zależy... Mam lat pięćdziesiąt.

Porucznik (na stronie).

Cóżto za odmiana? truchleję, to być nie może! (do Majora) Nie żartuj sobie z nas Majorze; znamy cię dobrze. Rotmistrz zapala się daremnie, ja gardło moje stawię, że nigdy nie zrobisz takiego szaleństwa.

Major.

Coto szaleństwa! szaleństwa! Proszę być grzeczniejszym, Panie poruczniku!.. szaleństwa!

Kapelan.

Porucznik dobrze mówi. Mój Majorze, mój Majorze...

Major.

Mój Kapelanie, mój Kapelanie, gadaj prędzej, albo nie gadaj wcale.