Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/216

Ta strona została skorygowana.


I cóż to tak strasznego mieć miłą, lubą, dobrą, młodą osobę zawsze koło siebie, co o nas pamięta, co nas głaszcze, cacka, pieści; cóż to tak strasznego? I dla tego żem nie uparty, mam być szalonym! Szalonym? Szalony, kto inaczej myśli. Prawda?

Rotmistrz.

Nie prawda.

Major.

Nie prawda?

Rotmistrz.

Nie prawda.

Major.

Bądź zdrów.

Rotmistrz.

Najniższy. (Major odchodzi)





SCENA XVI.
Rotmistrz.


Przyjechało ich trzy jak jedna, z kotami, mopsami, srokami, małpami, i jak zaczęły, tyr tyr tyr, tur tur tur, tyr tyr tyr... z rozumnego człowieka głupiec. Jemu się żenić i żenić z dzieckiem! Kiedy już tak zachciał koniecznie, niechby sobie był poszukał co dojrzalszego... tylko że to... hm hm hm... (siada.)





SCENA XVII.
Rotmistrz, Aniela.


Aniela.

Dobrze, że tu zastaję Pana, Jak też możesz być tak spokojnym będąc przyjacielem Majora? jak możesz zezwalać na jego ożenienie?