Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/233

Ta strona została skorygowana.


Porucznik.

Żadnej więc nadziei, aby zamysłu odstąpił.

Rotmistrz.

Żadnej, zapewne żadnej.

Porucznik.

Wiem, wiem dobrze i jeszcze się pytam. Wprawdzie nie mogę mu radzić, ale i odradzać nie mogę.

Rotmistrz.

Najlepiej.

Porucznik

Będzie z nią szczęśliwy.

Rotmistrz.

Będzie, będzie.

Porucznik.

Ja odjeżdżam... ale wprzód wymagam od twojej przyjaźni jednej usługi. Słuchaj mnie: przeszłej wojny... (Rotmistrz spojrzawszy w okno, nagle wybiega). Cóż to znaczy?... nie rozumiem... nie odkryję mu więc smutnej tajemnicy... i lepiej... bo czémżeby mógł mój nagły odjazd uniewinnić przed Majorem. Przyjaźń potępiać mnie będzie, kiedy ja dla niej wszystko poświęcam, wszystkiego się wyrzekam.





SCENA VI.
Porucznik, Zofia.


Porucznik.

Ach, Zofio!

Zofia.

Edmundzie, cośmy zrobili! żadnejże już niema nadziei?