Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/254

Ta strona została skorygowana.


Major.

No, no, cóż dalej?

Rembo.

Chciałem mu wystawić, jakiego kłopotu nabędzie, chciałem mu powiedzieć, aby sobie przypomniał, że ile razy mąż stary, żona młoda, albo stara żona a mąż młody, tyle razy niezgodne małżeństwo. Bo proszę Pana Majora, co młode to młode, co stare to stare; ogień pali, woda gasi. Chciałem mu powiedzieć, że jemu tak będzie jak wszystkim dotąd było w podobnym razie; bo on, proszą Pana Majora, myśli, że dla niego inna kobiéta urodziła się na żonę i że on inaczej stary, jak wszyscy co już długo żyją. Otóż zacząłem mu o tém mówić, on mnie nie chciał słuchać, przymówiliśmy sobie i ztąd przyszło do kłótni.

Grzegorz.

Nie mogłem ścierpieć jak mi powiedział, że mnie koledzy palcem wytykać będą, jak moja żona, jak... to jest... jak...

Major.

Rozumiem.

Grzegorz.

A ja wiem, żem w równym wieku z Panem Majorem, i kiedy...

Major.

Ciszej! zgoda!

Rotmistrz.

Dla czegoż gwałtem mu radzisz, kiedy on nie chce twojej rady?

Rembo.

Bo mi go żal, Panie Rotmistrzu; na honor żal mi go. I wiem, że sam będzie żałował, wkrótce bę-