Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom I.djvu/293

Ta strona została skorygowana.


SCENA XV.
Zofia, Lubomir, Pan Jan.


(Pan Jan w płaszczu, kapeluszu, laska w ręku słucha pierwszego wiersza w głębi stojąc).


Lubomir.

A teraz przyszłém szczęściem cieszmy się oboje!


Pan Jan.

Szczęście? brawo, wybornie; każdy co się żeni,
Chwilę, w której ślub bierze, chwilą szczęścia mieni
Ale gdy roczek jeden i drugi upływa,
Nie każdy dzień swych ślubów dniem szczęścia nazywa.
Waćpanna pewnie mniemasz, że ów panicz młody
Zawsze będzie zajęty celem jej swobody?
Że zawsze znajdziesz w mężu czułego kochanka,
Jakiego snadnie kreśli romans lub sielanka:
Coby mierność przekładał nad zaszczyty tronu,
By swą lubą w zaciszu mógł wielbić do zgonu,
Któryby pełen czucia, w każdej życia porze
Miłością jej weselną przypominał zorzę?
Poznasz, poznasz, lecz późno, coto jest mieć pana,
I czy tak, jak kochanka, jest żona kochana.
A Waćpan, co się cieszysz, prawie jak szalony,
Że dojdziesz tego szczęścia i dostąpisz żony,
Powiedz, czyli nie widzisz, co się z ludźmi dzieje?
Jak częstokroć mąż płacze, gdy się drugi śmieje,
Jak rzadko jedność w domu do końca utrzyma,
I jak głupią gra rolę, gdy pieniędzy niema.
Na wsi wciąż bawić nudno, w mieście niebezpiecznie,
Zawsze być na rozkazy i lękać się wiecznie;