Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/071

Ta strona została uwierzytelniona.
(zbierając kawałki podartego listu)

Lecz te kawałki wartości nie tracą,
Owszem, z nich każdy dwakroć większy bierze;
Powiem, żem uratował od zazdrośnej ręki,
A za to Aliny wdzięki..
Aj, wdzięki nie zbyt wdzięczne, to przyznać wypada;
Rozumu jak na próbkę, długa, prosta, blada...
Ale mąż, mąż zazdrośny; uciecha jedyna!
Niechaj tylko ten utraci,
A co mi ujmie z roskoszy Alina,
Mąż zazdrością dwakroć spłaci.
Ale biedna Justysia, któżto nas mógł zdradzić?...
Mniejsza z tém... miejsce straci... potrzeba zaradzić...
U Aliny ją umieszczę!
Brawo, brawo, wyśmienicie!
Żyj Alfredzie, krótkie życie!
Lecz z Elwirą chciałbym jeszcze
Choć na pozór się pogodzić.
Ale jak ją ułagodzić?

Kamerdyner (wchodzi).

Pan Hrabia czeka i prosi do siebie.

Alfred (biorąc kapelusz).

Ha! zobaczymy, koncept przychodzi w potrzebie.


(wychodzi).