Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/164

Ta strona została przepisana.
Gustaw.

Chciałem ją straszyć.

Radost.

A cóż to u diaska!
Czy ja straszydło na młode dziewczęta?

(do Albina)

Ale zkąd twoja zemsta tak zawzięta?
Kochasz Anielę.

Albin.

Ja? kto mi to powie?

Radost.

Gustaw.

Klara.

Tak, Gustaw.

Gustaw.

Gustaw, Gustaw trzpiotem,
Naplótł, nabroił — ale czy szczęśliwie,

(biorąc za rękę Anielę i klękając przed Dobrójską)

Tu się Anielo, przekonamy o tém.

P. Dobrójska (podnosząc ich, do Gustawa).

Ja cię rozumiem.

Radost.

Ja się tylko dziwię.

P. Dobrójska (łącząc ich).

I szczęście córki powierzam ci śmiało.

Gustaw.

A teraz drugą zajmijmy się parą:

(rozkazując)

Albinie! zbliż się.

P. Dobrójska.

Cóż ty na to, Klaro?

Gustaw.

Chce, chce, ja ręczę.