Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/021

Ta strona została przepisana.


Antonja.

Miłości bez uszanowania nie chcę i nie pojmuję.

Elwin.

Czyliż uginając kolan do stóp twoich, nie składam hołdu czci i uwielbienia!

Antonja.

Dobrze, dobrze. Ale proszę pamiętać, że jeżeli tu przychodzę to nie dlatego, że uległam twoim pisemnym namowom, bo to dowodziłoby tylko słabości charakteru — ale przychodzę, bo to zgadza się z mojemi zasadami nieograniczonéj wolności, którą kobiety wywalczyć muszą! Kocham wybranego, poślubionego duszą, ale póty, póki jego miłość będzie odgłosem mojéj.

Elwin.

Tego tylko pragnę! W smutnym moim losie tak mało doznałem pociechy, że w miłości powitałem zorzę nowego życia. Kocham po raz pierwszy... prawdziwie. Kocham przez wdzięczność, boś rozwinęła w mojéj duszy świeży, uroczy pojaw niebiańskich czystych rozkoszy.

Antonja.

Wierzę ci, a ta wiara doda mi sił do zwyciężenia wszelkich przeszkód, któreby nas kiedykolwiek spotkać mogły. Ale Elwinie, nową dziś zgryzotę zwiastować ci muszę.

Elwin.

Przebóg!

Antonja.

Już to podobno raz ostatni widzimy się tu z sobą.