Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/025

Ta strona została przepisana.


Elwin.

Koniec końców, tym czy owym sposobem, muszę wejść do waszego domu — potem jakoś to będzie. Od czegoż sczęście?





SCENA III.
Antonja, Elwin, Dormund.
Dormund.

A!.. A!.. A!.. Dałeś mi słowo.

Elwin.

Dałem słowo, że przez okno rozmawiać nie będę.

Dormund.

Ależ to być nie może... Ja Panią przepraszam... ale...

Elwin.

Bądź spokojna droga Antonjo! To nasz najlepszy przyjaciel.

Dormund.

Właśnie dlatego, że najlepszy, cierpieć tego nie mogę... Pozwolę sobie prosić pannę Antonją o chwilkę rozmowy gdyż nie chcę sankcjonować nielegalnéj schadzki.

Elwin.

Ależ Dormundzie...

Dormund.

Nie, nie... to być nie może.

(Popychając go ku prawym drzwiom.)
Elwin.

Ale posłuchaj mnie tylko...