Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/048

Ta strona została przepisana.


Antonja.

Mamże wolność? Nie byłamże otoczoną upadlającém szpiegostwem?

Laura.

Nadzorowi rodzicielskiemu dziwić się nie można i okazało się tym razem że ojciec czuwał nie nadaremnie.

Antonja.

Daremnie. Cóż chciał? Co zrobił?

Laura.

Chciał cię wprowadzić na drogę rozsądku.

Antonja (ironicznie).

Jakimże sposobem?

Laura.

Był już wczoraj Pan profesor... jakże się nazywa?

Antonja.

Profesor?

Laura.

Profesor Elwin, przyjaciel Dormunda.

Antonja.

I cóż?

Laura.

Oświadczył w jego imieniu, że będąc wczoraj zmuszony wyjechać, dziś tu będzie dla rozmówienia się z twoim ojcem.

Antonja.

I cóż potém?

Laura (trochę zniecierpliwiona).

Ale czegóż ty chcesz? Czego? Kochasz Dormunda, potrzeba ci więc przebłagać ojca, abyś doszła do zamierzonego celu.