Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/049

Ta strona została przepisana.


Antonja.

Któż się spytał jaki cel? Jak dojść do niego? Może korzystając z okoliczności chcą narzucić teraz nadpsuty towar w pół darmo.

Laura.

Ale któż nadpsuł ten towar, jeżeli ci się podobało użyć tego wyrazu?

Antonja.

Łaskawa Pani, my się nie rozumiemy — to rzecz daremna. Są kobiety które zrozumiały swoje wzniosłe powołanie, które dążą drogą prawdy do szczęścia co im tylko wolna wola zabezpieczyć może. Są zaś inne kobiety które tylko pozór szanować umią nie troszcząc się o istotę rzeczy, które chwytają się jak motyle pierwszego lepszego kwiatka, aby usidlić choćby tylko na chwilkę, — jedném słowem, których całą duszą jest zawsze płocha i nienasycona kokieterya.

Laura (obrażona).

Potępiasz kokieteryą a ty ją przeskoczyłaś równemi nogami aż do pomieszkania Pana Dormunda! Ale zkądże to twoje doświadczenie... ta twoja głęboka wiedza? Wierz mi Antonjo, ja jestem pobłażającą...

Antonja (sens kończąc).

Dla siebie.

Laura (wstrzymując się — p. k. m.).

Nie, Dormund cię nie kocha, kochać nie może. Za wiele ma serca i rozsądku, aby mógł cię pokochać.