Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/060

Ta strona została przepisana.


Elwin.

Ale możesz Pan być zupełnie spokojnym, postąpi z wszelką właściwą mu sumiennością.

Warski.

Ależ ja mu tego nie zleciłem.

Elwin.

O!... mego przyjaciela nie trzeba przynaglać, gdzie idzie o spełnienie obowiązku.

Warski.

Ależ proszę Wielmożnego Wać Pana Dobrodzieja, jakiego obowiązku?

Elwin.

Szanowna panna Antonja jest małoletnią. Jéj prawa muszą być zastrzeżone. Bądź Pan spokojny, jeden szeląg nie przepadnie. Wszak majątku po matce mało co dostała?

Warski.

Przeciwnie.

Elwin.

Tem lepiéj, jeżeli majątek znaczny... Dormund umie rachować. Bądź Pan spokojny. Może były jakie nieruchomości. Co?

Warski.

A! tak... ale pojąć nie mogę...

Elwin.

Fraszki! fraszki Panie. Dormund strutynuje kalkulacye pupilarnéj administracyi, wyciśnie jak gąbkę. A jeżeli był jaki kapitalik, on Panie finansista... niech się Rotschild schowa... małoletnia nic nie straci, bądź Pan spokojny.