Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/115

Ta strona została przepisana.


więzuje, wącha, potém rachując wlewa do wody kilkanaście kropel i pije potrochę, zawsze mówi do siebie, czasem słychać niektóre słowa jakoto: bene, optime, tak, tak, pewnie nie inaczéj etc.)





SCENA IV.
Ciż sami, Filonek.
Filonek (do kilku osób stojących koło Dyliżansu — jeszcze za bramą).

Żwawo chłopcy żwawo! komu w drogę temu czas... Hej, hej Mości Panie ostrożnie tam z moją szkatułką. Na, masz jeszcze torbę z bielizną — proszę ją na wierzchu zostawić.

Ludmir (do siebie).

Jakiś głośny towarzysz.

Filonek (do stojącego na karecie).

A pudełko ze skrzypcami wygodnie leży? No dobrze, nic na nim nie kłaść. Dobry wieczór Panie Anzelmie, zawsze w pracy, zawsze wesół... Ale torba do karety, mówiłem. A pełny Dyliżans? — pełny, to dobrze, ja tak lubię.

Fulgencyusz.

A ja nie.

Filonek.

Im więcéj, tém weseléj.

Fulgencyusz.

Im mniéj, tém wygodniéj.

Filonek (w brame).

Cóż Justysiu, nie pojedziesz z nami? Wezmę na kolana. (biorąc ją w pół) Ha, ha, ha! a zawsze