Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/119

Ta strona została przepisana.


P. Nula.

Daj Jejmość pokój.

P. Nulina (wchodząc przez bramę).

Już się Wać Pan boisz? grubian, tralalala, tralalala!

Filonek.

Hopatra! to mi podrostek!

Fulgencyusz.

Jaki, jaki, suplikuję, bo ja nie dowidzę.

Filonek.

Mego wzrostu.

Fulgencyusz.

Ale wysmukły? co? trzcinka?

Filonek.

Grubszy odemnie.

Fulgencyusz.

A kremortartari! grubszy! to nie dobrze, nie jest dobrze — molesta colisio!

P. Nula.

Bo widzisz Jejmość, nasz syn...

P. Nulina.

Tylko Wać Pan się nie odzywaj, bo pewnie nic mądrego nie powiesz. Jakże ma pudełko zostawić? co? z gołemi rękami do familii przyjechać jak poganin jaki? co WPan wiesz! dobrze téż że dziecina co i przekąsi w drodze. Do Torunia daléj niż Wać Pan widzisz — wiesz co Maciusiu, weź placuszki do kieszeni.

Maciuś (jedząc).

A gruszki, rogaliki?

P. Nula.

Weźmiesz.