Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/148

Ta strona została przepisana.


Eugenja.

Poznałam, lubo tylko z widzenia znaliśmy się trochę.

Ludmir.

Z widzenia, ale nie trochę.

Eugenja.

Szanując tajemnicę, milczałam.

Filonek.

Coraz lepiéj! nic jednak nie rozumiem.

Ludmir.

Trzeba więc zacząć z początku.

Filonek.

Sposób nie najkrótszy, ale najjaśniejszy.

Ludmir.

Przed dwoma tygodniami, zagrzany nieco sprzeczką i winem, zrobiłem zakład z Inspektorem komor celnych o 500 czerwonych złotych, że za takąż samą kwotę przewiozę towarów z Warszawy do Torunia — termin do czterech tygodni, dwa już minęło. Wszystkie dotąd przezemnie użyte sposoby zostały naprzód odkryte i już kilka razy od granicy wracać byłem przymuszony.

Filonek.

Gdzież są te towary?

Ludmir.

One mnie czynią tak grubym.

Filonek.

W saméj rzeczy dobrze jesteś ubrany, trudno zgadnąć, ale to ci Ichmościowie na komorach lepszy wzrok mają odemnie a węch nie do uwierzenia!